wtorek, 12 marca 2019

Lęk separacyjny czyli jak przetrwać stan wyjątkowy?

Trzy tygodnie temu.
Już rano, zaraz po przebudzeniu, słyszę "mamusiu, ale dzisiaj nie chcę iść. Nie wyspałam się, jestem zmęczona". Widzę, że coś się dzieje, ale do głowy by mi nawet nie przyszło, że coś się wydarzyło.
Jedziemy do przedszkola.
W drzwiach płacz niemiłosierny, kurczowe trzymanie się mojej bluzki i pytanie za pytaniem "przyjedziesz po mnie?", "ale na pewno przyjedziesz?", "nie zostawisz mnie tu?".

Z przedszkola wychodzę ze łzami w oczach. Wiem, że to nie problem samego przedszkola, ani nauczycieli. Wiem też, że jednak coś musiało się wydarzyć.

Kilka dni później, kiedy to sytuacja staje się coraz poważniejsza a płacz występuje nie tylko przy przyjściu ale także w trakcie zajęć, zaczynam się już mocniej niepokoić.
Po długich rozmowach, Oliwia mówi, że koleżanka jej powiedziała, że kiedyś mama może po nią nie przyjechać, że zostanie wtedy sama. Niby banał, taka sobie rozmowa dzieci, ale jednak musiało wywołać niepokój. Koszmar!
Rozmowy, tłumaczenia na nic! Nic nie dociera. Budzi się w niej tak silny lęk, że nie opuszcza mnie na krok. Ja do kuchni a Oliwia za mną, ja do łazienki a ona za mną.
Wychodzę do sklepu i już prawie płacz i pytania o to czy wrócę (a przecież w domu nie jest sama).

Mądrzejsi nazywają to lękiem separacyjnym. Jest to nic innego jak strach przez rozłąką z rodzicem, z osobą, z którą jest się silnie związanym. Niby jest to jeden z wielu etapów rozwoju dziecka i pojawia się już w wieku niemowlęcym między 6 a 11 m.ż.
Zagłębiając się bardziej dowiedziałam się, że objawami mogą być: płacz, napady złości, agresja wobec bliskiej osoby. Mogą wystąpić zaburzenia odżywiania i snu.

W sumie chyba powinnam się cieszyć, że u nas jest tylko płacz.

Niby to przechodzi, ale im szybciej podejmiemy jakiekolwiek działania tym lepiej dla dziecka.

Zatem co robić aby pomóc sobie i dziecku?
Przede wszystkim spokój! Bez krzyku, bez nerwów (gdzie te pewnie nie raz ciężko opanować).
Musimy zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa, miłości i bliskości. Trzeba wytłumaczyć dziecku dlaczego musi zostać bez rodzica i dokładnie określić kiedy wrócimy (u nas jest to po obiadku).
Wgl psychologów należy ustalić również krótkie formy pożegnań, bez zbędnego przeciągania.
Może to być np. buziak albo czułe "Kocham Cię, będę po obiadku".
My jako rodzice musimy zarówno rozumieć i szanować emocje dziecka ale też pamiętać o regułach, granicach panujących w domu.

Próbujmy w domu ćwiczyć rozstania, zostawiając dzieci pod opieką bliskich (dziadków, cioć itp).

Lęk separacyjny to nieuniknione zjawisko. Tkwi bowiem w naturze i dotyczy nie tylko dzieci.
jego natężenie zależy od wielu czynników. Pamiętajmy, że powinniśmy zacząć się niepokoić w momencie kiedy dziecko wpada w histerię, ma napady paniki, występują do tego bóle brzucha czy napięcie mięśni. Wtedy warto zasięgnąć pomocy specjalistów.

No i tu mamy chwilowy brak mądrości z książek i wiadomości od specjalistów.
A trochę praktyki....

Otóż od dwóch dni jestem masakrycznie chora. Już mniejsza o złe samopoczucie spowodowane za niskim ciśnieniem i zbyt wysokim tętnem, ale mam anginę ropną! Najpierw gorączka 39.6 utrzymująca się za długo a od dwóch dni taki ból gardła, że nie mówię, nie jem i ledwo co piję.

No i postanowiliśmy z mężem za zgodą moich rodziców, że Oliwia zostanie u nich.
Wczoraj od samego rana, nocka u dziadków i dziś cały dzień.

To pierwszy raz, kiedy nie ma nas przy niej. Zgodziła się. W sumie przeszło to bez większego "halo", ale co z nami, rodzicami się dzieje to jakaś tragedia. Wieczorem nie mogliśmy sobie znaleźć miejsca, brakowało nam jej w każdej minucie. Jak już leżała w łóżku zadzwoniłam aby życzyć jej spokojnej nocy i co? Poryczałam się tak samo jak ona przed drzwiami do sali przedszkolnej. A tatuś? Uhuhu!
Mam nadzieję, że się nie obrazi, że to tu wspominam (bo wiadomo facet jak facet odgrywa rolę twardziela), ale łzy poleciały, bo to nie on do snu ją układał, nie od się z nią modlił i całował czółko na dobranoc.

Dużo, na prawdę dużo pomaga mi Oliwii nauczycielka, Pani Kasia.
Tłumaczy mi jak dziecku, że tak jest, że minie, że będzie dobrze.
Wiele dla mnie to znaczy. To zapewnienie, że to normalne, że nie masz póki co czym się martwić!
I mimo, że jak jej dziękuję to podkreśla, że to jej praca to i tak będę jej dozgonnie wdzięczna za każde słowo wsparcia, radę, czy zwykłe "ogarnij się, będzie dobrze"!

I chyba wczoraj, po tej jej pierwszej nocy poza domem, zrozumiałam, że to dwie strony potrzebują tej bliskości, tej pewności, że ktoś wróci, że tęskni, że jest.

Może akurat teraz potrzeba po prostu tych uczuć troszkę więcej. 










Sweter: Bobo Choses / Spódniczka: Zara / Buty: New Balance

wtorek, 12 lutego 2019

Po co komu to całe blogowanie?

Zapadłam w sen zimowy...
Tzn przynajmniej odnoszę takie wrażenie.
Mniej się udzielam na różnych portalach, mniej nas na instagramie czy tu na blogu.

W sumie to nie wiem co się stało, ale poczułam potrzebę przystopowania.
Tak na chwilę zatrzymać się i najzwyczajniej w świecie odpocząć.

Tłumaczyłam to sobie przesileniem zimowym (chyba takie istnieje,co?).
No wiecie... zimno, mokro, krótkie dni, w tv wciąż to samo grają, smog w miastach, mało ludzi na ulicach. Ptaków, motyli nie widać. Słońca też brak bo wiecznie chmury na niebie.

Człowiekowi nic tak na prawdę się nie chce.

Miałam też sporo pracy! Bo nie wiem czy wiecie ale moja pasja przerodziła się w moją pracę!
No i mieliśmy kilka fajnych przygód, które mam nadzieję, że zaowocują fajnymi przyjaźniami.

Przez cały ten czas zastanawiałam się czy nadal chcę tu być, czy chcę "bawić się" w to całe blogowanie. Bo jednak czasochłonne.
(Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale napisanie jednego posta to kilka dni przemyśleń, kilka godzin pisania i korekt plus wykonanie fajnych zdjęć i ich obróbka).
Zresztą w dzisiejszych czasach można znaleźć całą masę blogów, zresztą dużo lepszych niż ten nasz.

I nagle któregoś tam dnia wchodzę jak gdyby nigdy nic na fanpage a tam masa wiadomości od Was.
(dziękuję, dziękuję)

Czytam, odpisuję i dalej zapadam w ten zimowy, paskudny sen.

Inny dzień.
Przeglądam właśnie zdjęcia z jakiejś tam sesji Oliwki i już w głowie obmyślam plan jak Wam je pokazać. I łapię się na tym, że ciągle w głowie mam pisanie, moich czytelników i obserwatorów.
I stwierdzam, że ja to przecież uwielbiam!

Przecież lubię się z Wami dzielić naszą codziennością, lubię pokazywać co się u nas dzieje, lubię gdy mama Agatki dopytuje kiedy wrzucę kolejne zdjęcie, mama bliźniaczek dopytuje o jakąś markę ubrań, ktoś pyta jaki rower polecamy, jakie książki są teraz u nas na topie, czy warto kupić to czy tamto. Lubię to wszystko.

Więc siadam i piszę ten tekst.
I cieszę się bardzo, że w końcu się wybudziłam.
Że nabrałam sił, że mam plan na ten rok, że mam Wam tyle do pokazania i powiedzenia.
Cieszę się, że nie pozwoliliście mi dłużej milczeć.

Podsumowując... przerwa najwidoczniej była mi potrzebna aby się zregenerować, nabrać sił i wrócić.
Bo całe te blogowanie to taka fajna sprawa, masa fajnych, ciekawych ludzi, fajne przygody, zabawne sytuacje, poważne rozmowy. Bo to taki nasz świat.

Witam Was.
Jestem.
I pewnie jeszcze jakiś czas tu będę.












INSTAGRAM