środa, 8 listopada 2017

Dwa miesiące w przedszkolu

Zdawać by się mogło, że dopiero co pisałam o emocjach związanych z pierwszym dniem Liwki w przedszkolu a tu już dwa pełne miesiące za nami.
W sumie to dwa najbardziej, emocjonalnie skrajne miesiące!

Podzielę je na trzy etapy, bo każdy z nich był niezwykle ważny w naszym życiu.

1. Niewiedza.
Nie bez powodu tak go właśnie nazwałam. Pierwszy etap, który trwał około 3 tygodni to jedna wielka niewiadoma. Jak będzie? Czy damy radę? Czy zaakceptuje Panią? Czy nie będzie chorować? Czy ja sobie emocjonalnie dam radę? Wszystko na raz, w jednej chwili.
Były łzy, smutek, nerwy, pustka i tęsknota u mnie.
Były spokój, zaciekawienie, tęsknota, ale i radość u niej.

W ciągu tygodnia pierwszego kilka razy na dobę serducho podpowiadało mi "Nie! Źle robisz Kaśka! Ona jest jeszcze za mała na przedszkole!" ale na szczęście chwilę po tym rozum podpowiadał, że to dobry krok.

2. Po chorobowym.
Okres drugi rozpoczął się dla nas chorobowym. W sumie nic poważnego bo "zaledwie" kaszel i katar, ale jednak. Postanowiłam nie narażać jej ani też innych dzieci i zostawiłam ją na kilka dni w domu.
Pierwsze dni na chacie spędziłyśmy na zabawach z przedszkola. Cały czas paplała czego to ona się nie nauczyła od swojej ukochanej Pani Kasi. Pierwszy raz w swoim życiu poznała smak syropu i szybko wróciła do formy. Ale powrót już taki "różowy" nie był.
Te kilka dni w domu sprawiło, że ciężko było wstawać bardzo wcześnie i niechęć rosła.

3. Dzikuska.
Trzeci etap, który trwa do dziś zaczął się w połowie października.
W domu nadal rozsądna, mega samodzielna dziewczynka. Natomiast w przedszkolu mała dzikuska, która nie chce nic (zupełnie) nic sama zrobić. Sama bawić się nie chce, sama nie chce sięgnąć zabawki, ponieść kredki, siku sama też raczej nie pójdzie.
Wszystko z Lenką lub Panią K.
Inne dzieci traktuje jak powietrze! Ale tak całkowicie!
gdy przychodzę po nią, jestem świadkiem tego jak nawet nie patrzy w stronę innych dzieci.
Podchodzi np Julka i coś się pyta a Oliwia jak słup soli stoi.

I nagle... otwierają się drzwi, młoda wychodzi poza linię sali i znów staje się samodzielną, odważną dziewczynką!

Nie mam pojęcia o co chodzi ale sporo rozmawiamy i wierzę, mocno wierzę, że to przejdzie!
Póki co przedwczoraj poszła w przebraniu kotka mega zadowolona.
Wczoraj i dziś minę miała nieciekawą zaraz po otwarciu drzwi.

Nadal cieszę się, że zdecydowaliśmy tak a nie inaczej.
Nawet odkrywam w sobie nieco samolubne zachowania. Bo jak to niezwykle miło jest zamknąć drzwi za tym mega marudzącym dzieckiem i wrócić na chwilę do domu, wypić ciepłą kawę... Chociaż chwilę po wypiciu kawy myślę sobie, że tęsknię.
Ale chociaż na kilka godzin zrzucam ten ciężar "marudzenia" na Panią K.

Podsumowując... przedszkole to taka sinusoida naładowana naszymi emocjami.
Nie ma tylko dobrych albo tylko złych dni.
Jest różnie. I jest fajnie tak jak jest.












Bluza The Animal Observatory
Spódnica Bobole

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM