piątek, 22 września 2017

W co ubrać dziecko do przedszkola?

No i zaczęły się schody.
W sumie to nawet bym nie pomyślała, że w tej kwestii będę miała jakiekolwiek wątpliwości.
Przecież ubieram dziecko codziennie. Szafa Oliwii jest różnorodna ale i przygotowana na zbliżającą się porę roku.
I tak to właśnie pod koniec zimy nabywam ubrania na wiosnę. Pod koniec wiosny kompletuję wyprawkę na lato. Po koniec lata zakupuję to, co będzie nam potrzebne jesienią. I tak w kółko.

Tak więc późnym latem, gdy jeszcze byłam święcie przekonana, że moje dziecko do przedszkola w tym roku nie pójdzie, skompletowałam garderobę jesienną.
Piękne sukienki, rajtuzki, spodnie, koszule i cudne sweterki. Bluzy, bluzeczki, kamizelki.
Zadowolona z siebie i z zakupów myślałam, że mam już wszystko na jesień.
Wszystko wyprane, wyprasowane wisiało w szafie i czekało na chłodniejsze dni.

I wtedy Oliwia poszła do przedszkola.
A, że jej pójście do przedszkola było totalnym spontanem nie miałam czasu aby przemyśleć jej wyprawkę (w sumie to dopiero ją kompletuję 😁).
Niby słyszałam jak Pani mówi aby do przedszkola ubierać na prawdę zwykłe ubrania, ale oczywiście pomyślałam wtedy, że chodzi o schludność i wygodę.

Jakież było moje zdziwienie gdy kilka dni z rzędu odbierałam młodą całkowicie ufajdaną wszystkim.
W sumie powstała nawet z tego niezła zabawa, bo już w drzwiach Pani Kasia, z uśmiechem, pytała mnie "to co dzisiaj było na obiad?".
No taaaak! Pomidorówka na bluzce, sos na rękawie, trochę kakao ze śniadania. I farbki były. I dziura w spodniach również.
I tak przez kilka dni menu dziecka było pięknie wymalowane na garderobie.

W sumie nie szkoda mi ubrań, bo w domu też dziecko je "zużywa".
Też się poplami. Obklei ciastoliną. Na spacerze upadnie. Na placu zabaw zahaczy.

Niby tak, ale jednak postanowiłam wybrać się na zakupy.
Stwierdziłam, że początki są trudniejsze.

Całkowicie samodzielne malowanie, jedzenie. Szaleństwa na podłodze i na boisku.
Dopóki nie załapie wszystkiego postanowiłam ubierać ją w coś, czego na prawdę nie będzie mi szkoda. Tak więc do naszej jesiennej garderoby dołączyło mnóstwo prostych, dosyć tanich legginsów, proste bluzeczki, zwykłe kapcie. Całe szczęście, że HM i SMYK mają na prawdę bogatą ofertę takich prostych ubranek, które są w naprawdę przyzwoitej cenie.

Wynik jaki osiągnęłyśmy w trzy tygodnie to dwie pary legginsów do zszycia, jedne do wywalenia plus mnóstwo odplamiacza! No chyba serce by mi pękło gdybym miała wyrzucić którąś z jej ulubionych sukienek! Oliwia tez czasami rano się buntuje bo ma już swoje ulubione ubranka.
Ostatnio chciała ubrać spódniczkę, ale całe szczęście, że udało mi się ją przekonać, że nie jest to najlepszy pomysł bo wróciła cała od spaghetti.

Ale jest cień nadziei.
Od dwóch dni Oliwia wraca coraz bardziej czysta z przedszkola, co odbieram jako fakt, że sobie coraz lepiej ze wszystkim radzi.
Jest więc nadzieja, że te nasze jesienne perełki zakupione jeszcze latem będą noszone nie tylko po powrocie z przedszkola.















Kapelusz, spodnie, torebka RESERVED
Koszula, buty ZARA
Kamizelka RAJCHELKA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM