wtorek, 16 maja 2017

Czas.

Maj. A w zasadzie już połowa maja.
W końcu wymarzona i długo wyczekiwana piękna pogoda.

Słońce już od samego rana wkrada się do naszych sypialni i budzi swoim ciepłem.
Później pozwala nam w spokoju wypić kawę na tarasie a Oliwi pobiegać po trawie.
Po południu aż prosi aby w jego promieniach wyjść na spacer i do późnych godzin wieczornych łapać jego ciepło.

Uwielbiam ten czas.

Ostatnio sporo się u nas działo. Niekoniecznie dobrego. Chociaż w sumie dobrze, że się działo bo dzięki temu mogę teraz poważnie zadbać o zdrowie. W sumie to nie tyle mogę co muszę.
A gdyby się nie działo to nie wiedziałabym jak poważnie sprawy się przedstawiają.

Po raz kolejny uderzyło we mnie coś, co mówi "doceniaj".

Po szoku jaki przeżyłam, po łzach, które wylałam przyszedł strach.
Bo co by było gdyby te moje "niewinne" objawy zostały zlekceważone?
Gdybym olała sprawę twierdząc, że "pewnie nic takiego mi nie jest"?

Mam cudowną rodzinę.
Wspaniałego męża, najcudowniejszą córeczkę.
Mam rodziców i siostrę.
Mam przyjaciół.

Mam dla kogo żyć.

Teraz przede mną długa droga.
Niekoniecznie przyjemna.
Ale wiem, że to dla mojego dobra.

Odkąd zdiagnozowano u mnie jakiś "gówniany" gen, który pociągnął za sobą lawinę schorzeń przystopowałam ze wszystkim i skupiłam się na sobie.

W końcu to, co dla mnie w życiu najważniejsze mam pod nosem.

A reszta marzeń i planów może, a nawet musi, poczekać.

Teraz poranki są dla nas długie i leniwe.
Nie patrzę na zegarek.
Oliwia rano wskakuje do mnie do łóżka i przytula się tyle, ile chce.
Nie ma pośpiechu. No bo po co się spieszyć?

Weekendy są przepełnione nami.
Naszą trójką.
Spędzamy czas razem.
I... doceniamy każdą, nawet najmniejszą chwilę!










Sukienka ze zjawiskowej, letniej kolekcji BohoChic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

INSTAGRAM