poniedziałek, 9 października 2017

jesienne harce

Wiosna to zdecydowanie najpiękniejsza pora roku.
Wszystko budzi się do życia, dni stają się dłuższe i coraz cieplejsze.
Garderobę zimową powoli uzupełniają delikatne i zwiewne tkaniny, ciężkie buty idą w odstawkę.
Wiosnę kocham najbardziej. Człowiek dostaje jakiegoś nadprzyrodzonego powera, zaczyna więcej i częściej się uśmiechać, oddychać pełną piersią.

W sumie każda pora roku ma w sobie coś szczególnego, coś co lubimy.

Także jesień.

Jesień, mimo iż zawsze wprowadza mnie w nieco nostalgiczny nastrój, da się lubić.
Drzewa mieniące się różnokolorowymi liśćmi, kasztany, żołędzie.
Odrobina słońca, która sprawia, że wybieramy się na długie spacery.
Mam wrażenie, że jesienią człowiek nieco zwalnia.

Oliwia w tym roku do wszystkiego podchodzi nieco inaczej.
Nie pamięta zeszłorocznej jesieni.

Więc ta jesień jest dla niej tak jakby czymś nowym. Zachwyca się nią, zadaje mnóstwo pytań.
I mimo, że jesień to sezon przeziębieniowy to staramy się sporo czasu spędzać na powietrzu.

Zbieramy kasztany i żołędzie, z których później Oliwia z tatą robi ludziki.
Odwiedzamy nasze ulubione miejsca. Dokarmiamy zwierzaki.
I w dalszym ciągu szukamy ciekawych i starych drzwi, które Oliwia uwielbia 😄

Jesień nie jest jej straszna. I mimo, że długo protestowała przed zmianą ubrań na bardziej ciepłe to teraz już sama chętnie wybiera co chce ubrać i w czym nie będzie jej zimno.

Mam nadzieję, że ta słoneczna jesień pobędzie u nas jeszcze długo.
I będzie odchodzić powoli, aby dać nam czas na oswojenie się z niską temperaturą.


 












Sukienka (w sumie to bluza) ZARA (chłopiec)
Rajtuzy COLLEGIEN
Trampki FASHIOLA
Kurteczka szyta na zamówienie

piątek, 22 września 2017

W co ubrać dziecko do przedszkola?

No i zaczęły się schody.
W sumie to nawet bym nie pomyślała, że w tej kwestii będę miała jakiekolwiek wątpliwości.
Przecież ubieram dziecko codziennie. Szafa Oliwii jest różnorodna ale i przygotowana na zbliżającą się porę roku.
I tak to właśnie pod koniec zimy nabywam ubrania na wiosnę. Pod koniec wiosny kompletuję wyprawkę na lato. Po koniec lata zakupuję to, co będzie nam potrzebne jesienią. I tak w kółko.

Tak więc późnym latem, gdy jeszcze byłam święcie przekonana, że moje dziecko do przedszkola w tym roku nie pójdzie, skompletowałam garderobę jesienną.
Piękne sukienki, rajtuzki, spodnie, koszule i cudne sweterki. Bluzy, bluzeczki, kamizelki.
Zadowolona z siebie i z zakupów myślałam, że mam już wszystko na jesień.
Wszystko wyprane, wyprasowane wisiało w szafie i czekało na chłodniejsze dni.

I wtedy Oliwia poszła do przedszkola.
A, że jej pójście do przedszkola było totalnym spontanem nie miałam czasu aby przemyśleć jej wyprawkę (w sumie to dopiero ją kompletuję 😁).
Niby słyszałam jak Pani mówi aby do przedszkola ubierać na prawdę zwykłe ubrania, ale oczywiście pomyślałam wtedy, że chodzi o schludność i wygodę.

Jakież było moje zdziwienie gdy kilka dni z rzędu odbierałam młodą całkowicie ufajdaną wszystkim.
W sumie powstała nawet z tego niezła zabawa, bo już w drzwiach Pani Kasia, z uśmiechem, pytała mnie "to co dzisiaj było na obiad?".
No taaaak! Pomidorówka na bluzce, sos na rękawie, trochę kakao ze śniadania. I farbki były. I dziura w spodniach również.
I tak przez kilka dni menu dziecka było pięknie wymalowane na garderobie.

W sumie nie szkoda mi ubrań, bo w domu też dziecko je "zużywa".
Też się poplami. Obklei ciastoliną. Na spacerze upadnie. Na placu zabaw zahaczy.

Niby tak, ale jednak postanowiłam wybrać się na zakupy.
Stwierdziłam, że początki są trudniejsze.

Całkowicie samodzielne malowanie, jedzenie. Szaleństwa na podłodze i na boisku.
Dopóki nie załapie wszystkiego postanowiłam ubierać ją w coś, czego na prawdę nie będzie mi szkoda. Tak więc do naszej jesiennej garderoby dołączyło mnóstwo prostych, dosyć tanich legginsów, proste bluzeczki, zwykłe kapcie. Całe szczęście, że HM i SMYK mają na prawdę bogatą ofertę takich prostych ubranek, które są w naprawdę przyzwoitej cenie.

Wynik jaki osiągnęłyśmy w trzy tygodnie to dwie pary legginsów do zszycia, jedne do wywalenia plus mnóstwo odplamiacza! No chyba serce by mi pękło gdybym miała wyrzucić którąś z jej ulubionych sukienek! Oliwia tez czasami rano się buntuje bo ma już swoje ulubione ubranka.
Ostatnio chciała ubrać spódniczkę, ale całe szczęście, że udało mi się ją przekonać, że nie jest to najlepszy pomysł bo wróciła cała od spaghetti.

Ale jest cień nadziei.
Od dwóch dni Oliwia wraca coraz bardziej czysta z przedszkola, co odbieram jako fakt, że sobie coraz lepiej ze wszystkim radzi.
Jest więc nadzieja, że te nasze jesienne perełki zakupione jeszcze latem będą noszone nie tylko po powrocie z przedszkola.















Kapelusz, spodnie, torebka RESERVED
Koszula, buty ZARA
Kamizelka RAJCHELKA

piątek, 8 września 2017

Trzylatka w przedszkolu

Jakiś czas temu pisałam post o moich obawach odnośnie przedszkola.
[PRZEDSZKOLE- ZDECYDOWANIE ZA WCZEŚNIE?]
O tym jak bije się z myślami. Czy dać Oliwię do przedszkola czy jeszcze rok zostawić ją w domu. Wiele z Was opowiadało mi pokrótce swoją przygodę.
Każdy inną.
Przez cały ten czas kalkulowałam.
Próbowałam znaleźć plusy i minusy.
Próbowałam odpowiedzieć sobie na kilka bardzo ważnych, dla mnie, pytań.
Czy przedszkole jest właściwym miejscem dla trzylatka?
Czy aby na pewno nie skracam jej dzieciństwa?
Czy będzie, tak jak każdy straszy, co chwilę chora?
Czy jest gotowa na taką "przygodę"?
Czy my jako rodzice jesteśmy emocjonalnie przygotowani na taką ewentualność?

Oj, chyba nie było dnia abym o tym nie myślała.
Przecież dobrze nam było razem w domku.
Sporo czasu i siły wkładałam w czas, który nam organizowałam.
Ale czy to, czego ja ją uczę w domu, zastąpi jej to czego nauczy się między rówieśnikami?
Czy będę lepszym kompanem do zabaw niż grupka rówieśników?
Jakiego przedszkola szukać? Publiczna czy prywatna placówka?

Życie piszę nam przenajrozmaitsze scenariusze.
Jak zastanawialiśmy się jak dać na imię naszemu dziecku i wszystkie opcje wydawały się takie dziwne to z pomocą przyszła babcia, która palnęła "Oliwia" i jakoś tak zostało. Najlepszy wybór.
Gdy wahaliśmy się między większym mieszkaniem a budową domu z pomocą przyszedł sąsiad, który w dobrej cenie zaoferował nam działkę na wsi.
Gdy zastanawiam się czy zakończyć karmienie piersią, Oliwia sama się "odstawiła".

I podobnie było teraz z przedszkolem.
Oliwia wśród swoich "przyjaciół" ma jedną, ulubioną i ukochaną koleżankę Lenkę.
I tak oto mama Lenki, która również się wahała postanowiła, ze Lena idzie do przedszkola.

Było mi żal Oliwii. Wiedziałam, że jak Lenka będzie opowiadać to Oliwii będzie przykro.
No ale zapisy były w marcu więc raczej wszystko wydawało się tematem zamkniętym.
I nagle dostałam wiadomość, że w przedszkolu jest miejsce.
W sobotę stwierdziliśmy, ze spróbujemy.
W poniedziałek rozpoczęcie roku szkolnego i apel. Po apelu zapisałam ją do przedszkola.
We wtorek już była przedszkolakiem.

Dzień pierwszy- płacz.
Oj, wylanych łez nie zapomnę do końca życia!
Płakałam strasznie.
Ja. Nie dziecko!
W sumie to byłam przekonana, ze pierwszy dzień będzie straszny. Bałam się bardzo.
Rano miałam tremę gorszą niż przed obroną dyplomu.
Ale w domu Oliwia miło mnie zaskoczyła.
Pytała jedynie "ale przyjedziesz po mnie"?
Ściskało mnie w gardle gdy stałyśmy pod drzwiami sali.
Dała buziaka.
Weszła.
A ja?
Pierwszy kwadrans spędziłam pod drzwiami nasłuchując czy płacze. Nie płakała.
Następną godzinę spędziłam w aucie. Płakałam. Dopadły mnie wątpliwości. Przecież to moja mała dziewczynka.
Na szczęście znajoma doprowadziła mnie do porządku. (C. Ty wiesz!)
Wróciłam do domu i czekałam na magiczną godzinę trzynastą.

Pierwsze słowa mojej córki, gdy po nią przyjechałam to "mamusiu, ja nie chcę jeszcze wracać. Jem kotleta".

Dzień drugi i trzeci.
Oliwia wstała przed budzikiem, przydreptała do sypialni mówiąc "szybciej mamusiu, musimy spakować rodzynki do przedszkola".

Kilka dni a tyle zmian.
Czasami wydaje mi się, ze nie jeden dorosły miałby problem z ogarnięciem tego a taki mały łobuz przysposobi się zaledwie w kilka dni.
Oliwia z bijąca fascynacją opowiada czego się nauczyła (co robiła).
Pokazuje jak się gimnastykuje, jak rysuje spirale, jak śpiewa, jak tańczyła.
Z uśmiechem dodając, ulubione od kilku dni "Moja Pani Kasia nam pokazała".

No tak.
Jest Pani Kasia.
I Pani Kasia również wpisuje się w nasza historię.
Po pierwsze dlatego, że Oliwia będzie teraz sporo czasu spędzała w jej towarzystwie.
Po drugie dlatego, że Pani Kasia to jedna z Was.
(Okazało się że śledzi naszego bloga już od jakiegoś czasu i rozpoznała Oliwkę).

Wierzę, że podjęłam dobrą decyzję. Wiem, że łatwo nie będzie ale mam nadzieję, że czas spędzony w przedszkolu będzie wyjątkowy.

W podaniu o przyjęcie do przedszkola była rubryka "czego oczekujesz od placówki?".
Zostawiłam puste pole.

Dziś śmiało mogę tam wpisać, że chciałabym aby moja córka nauczyła się empatii, odwagi. Aby chciała nieść pomoc innym, aby potrafiła się dzielić. Chciałabym aby uczyła się poprzez zabawę.
Bo na ścisłą naukę jeszcze przyjdzie czas.

Nie jedna z Was za kilka miesięcy będzie stała przed tak trudnym wyborem.
Będziecie czuć ukłucie w sercu na samą myśl, że trzeba się zdecydować.

Dzisiaj śmiało mogę Wam powiedzieć, że przedszkole jest ważne w życiu dziecka.
I chociaż tak ciężko, tak cholernie trudno podjąć tę decyzję to wiedzcie, że trzy lata to fajny czas na rozpoczęcie tej przygody.














INSTAGRAM